You have no items in your shopping cart.
Product Description
Prolog
A khn sq ci mtodzi ludzie, kt6mch ~D ;),tamy do walk! z takq pmewa-
gq wroga? Spoo,kate~ siq z nimi. Wiesz. Najlepsi z nas~ch ~ynbw. Ale,
nie ci, kt6sych ojcem jest McNamara albo Bundy. I chyba nie two!.
A wiedzoo 2e wta~nie on! sq na kohcu tego rurociqgu. Ze wszystkim to
z3visa. Wiedzq.
Powiedzial jaki~ anonimowy general
do korespondenta nazwiskiem Arthur Hadley
Hodges siedziat oparty o mokrao trawiasta, grobl~ ry~owiska i brudn~
ly2k~t plastikow~t ospale grzebM w puszce wotowiny z kartoflami. Kro-
pie deszczu rozbryzgiwaty si~, pykaj~c i sycz,~c, na malym piecyku, kt6ry
sta! przed nim, a kt6ry zrobi! sob!e, podziurawiwszy ima~ puszk~ po ra-
cjach C. Oczy miai zapadni~te, twarz wychudl~t i brodata. Mechanicz-
nie ssa! zabloconego papierosa, nie zwracaj~c uwagi na strumyk wody
~ciekaja, cy mu z hetmu na kark. Nie bylo sposobu na unikni~cie desz-
czu. Mia] od niego pomarszczona, sk6r~ na ciele i ju2 dawno przestat si~
tyro przejmowa6.
Podszed! Snake i usiad! na grobli, zajego plecami. Zdja! okulary i od
niecheenia zgama, t bloto zjednego szlda, w2ywajac do tego swej ko-
szulki. Zalo~y! je z powrotem, nie sprawdzaj~c efek:tu.
Za te~cym przed nimi ry~owiskiem, w mgielce nasi~kni~tej desz-
czem linii drzew, grupa ciemno ubranych postaci wbieg~a do kamiennej
pagody. Wiez, a ezotgu obr6ei|a si~ w glad za tymi cieniami, dl ug~ rura
90-milimetrowego dziata wskazujac na lini~ drzew, jakby zlowieszczym
palcem. Wie~a znieruehomiala, z rury grzmomOo i w jednej chwili po-
eisk z biatym fosforem eksplodowal w pagodzie, preeyzyjnie trafiaj~tc
wjej wej~ie. Ze wszystkich otwor6w pagody buchn~tt g~sty, bia~y dym
i zmiesza! sit~ z nisko leP2tc~ mgta deszczu.
Snake skin~,t gtow~t i zapalil papierosa.
- Dostat ich. Ladna robota, czo/g. Teraz maj~ tam w grodku p6! tuzi-
na ehrupia, cych stworzonek.
A khn sq ci mtodzi ludzie, kt6mch ~D ;),tamy do walk! z takq pmewa-
gq wroga? Spoo,kate~ siq z nimi. Wiesz. Najlepsi z nas~ch ~ynbw. Ale,
nie ci, kt6sych ojcem jest McNamara albo Bundy. I chyba nie two!.
A wiedzoo 2e wta~nie on! sq na kohcu tego rurociqgu. Ze wszystkim to
z3visa. Wiedzq.
Powiedzial jaki~ anonimowy general
do korespondenta nazwiskiem Arthur Hadley
Hodges siedziat oparty o mokrao trawiasta, grobl~ ry~owiska i brudn~
ly2k~t plastikow~t ospale grzebM w puszce wotowiny z kartoflami. Kro-
pie deszczu rozbryzgiwaty si~, pykaj~c i sycz,~c, na malym piecyku, kt6ry
sta! przed nim, a kt6ry zrobi! sob!e, podziurawiwszy ima~ puszk~ po ra-
cjach C. Oczy miai zapadni~te, twarz wychudl~t i brodata. Mechanicz-
nie ssa! zabloconego papierosa, nie zwracaj~c uwagi na strumyk wody
~ciekaja, cy mu z hetmu na kark. Nie bylo sposobu na unikni~cie desz-
czu. Mia] od niego pomarszczona, sk6r~ na ciele i ju2 dawno przestat si~
tyro przejmowa6.
Podszed! Snake i usiad! na grobli, zajego plecami. Zdja! okulary i od
niecheenia zgama, t bloto zjednego szlda, w2ywajac do tego swej ko-
szulki. Zalo~y! je z powrotem, nie sprawdzaj~c efek:tu.
Za te~cym przed nimi ry~owiskiem, w mgielce nasi~kni~tej desz-
czem linii drzew, grupa ciemno ubranych postaci wbieg~a do kamiennej
pagody. Wiez, a ezotgu obr6ei|a si~ w glad za tymi cieniami, dl ug~ rura
90-milimetrowego dziata wskazujac na lini~ drzew, jakby zlowieszczym
palcem. Wie~a znieruehomiala, z rury grzmomOo i w jednej chwili po-
eisk z biatym fosforem eksplodowal w pagodzie, preeyzyjnie trafiaj~tc
wjej wej~ie. Ze wszystkich otwor6w pagody buchn~tt g~sty, bia~y dym
i zmiesza! sit~ z nisko leP2tc~ mgta deszczu.
Snake skin~,t gtow~t i zapalil papierosa.
- Dostat ich. Ladna robota, czo/g. Teraz maj~ tam w grodku p6! tuzi-
na ehrupia, cych stworzonek.
Additional Information
Product Tags
Add Your Tags:
Use spaces to separate tags. Use single quotes (') for phrases.

